Archiwum dawnych publikacji · Wystąpienie, maj 2006. Tekst oryginalny; poprawiono wyłącznie literówki, ortografię i interpunkcję. Uwagi z 2026 roku znajdują się na końcu, w sekcji „Komentarz 2026”.
Rozważania zawarte poniżej wskazują na argumenty za wspólnotą w ogóle. Linia argumentacji zaczerpnięta z trzech dzieł należących do kanonu kultury europejskiej wskazuje na racje stojące za odrzuceniem partykularnych celów i dążeń w sytuacji ich konfliktu z dążeniami wspólnoty, do jakiej należy dany człowiek. Przyjmując założenie, iż argumenty takie pozostają konkluzywne w sytuacji konfliktu wybranej kultury ze wspólnotą kultur, w jakiej owa kultura funkcjonuje, można wysunąć tezę:
W sytuacji konfliktu celów i dążeń pomiędzy pojedynczą jednostką a jej kulturą (społeczeństwem) lub pomiędzy pojedynczą kulturą lub mniejszą wyszczególnioną grupą a wspólnotą kultur lub większym społeczeństwem decydująca racja zawsze stoi po stronie wspólnoty czy grupy większej.
Zagadnienie powyższe można sprowadzić do pytania: jakie racje przemawiają za wspólnotą kultur? Pytanie to zawiera już w sobie rozstrzygnięcie, iż owe racje istnieją. Oczywiście nie wyklucza to możliwości racji przeciwnych, ale to nie będzie tematem tego wystąpienia w szczególności.
Dla przedstawienia hipotezy zajmę się tutaj dwoma dziełami należącymi do klasyki literatury.
Pierwsze to dialog platoński Kriton, drugim dziełem jest dramat Williama Szekspira Koriolan. Dzieła te, jak sądzę, zawierają w sobie linie argumentacji, które mogą służyć do sformułowania odpowiedzi na postawione powyżej pytanie.
Problem wspólnoty kultur w zjednoczonej Europie wydaje się być przesądzony. Nie oznacza to bynajmniej, iż nie wiążą się z nim liczne, nieraz złożone problemy; dążenia jednak biegną w stronę ich pokonywania. Stąd sądzę, iż próba wskazania na źródła argumentów przemawiających za wspólnotą kultur może wnieść pozytywny wkład w pokonywanie praktycznych trudności.
Zacznę od krótkiego przypomnienia każdego z wymienionych dzieł, przechodząc następnie do zawartej w nich części argumentującej za wyszczególnionym pytaniem.
Kriton
Dialog Kriton rozgrywa się w celi, w której przebywa Sokrates skazany na śmierć, 2 dni przed wykonaniem wyroku. Rozmówcą Sokratesa jest jego przyjaciel Kriton, który składa mu propozycję pomocy w ucieczce z Aten i uratowania dzięki temu życia. Kriton rozumie, że dla Sokratesa śmierć jest wyborem świadomym i że myśliciel pogodził się z nią. Prosi go jednak, aby miał na względzie swoją rodzinę, synów, a szczególnie przyjaciół, dla których strata Sokratesa będzie wielkim nieszczęściem. Okazuje się jednak, że dla Sokratesa ucieczka będzie zaprzeczeniem całego życia, jakie wiódł dotychczas, będzie zaprzepaszczeniem jego świata wartości i przemyśleń. Dlaczego? Sokrates podaje za tym swoją argumentację:
- Nie ma znaczenia według Sokratesa to, co sądzą o różnych sprawach „szerokie koła”, czyli grupy ludzi, którym coś się wydaje, którzy mniemają, iż powinno być tak, a nie inaczej. Wartość, jaka stoi ponad tym, to zrozumienie i jasność choćby nawet jednego człowieka, który jednak poprzez to, iż rozumie, przewyższa mniemanie tłumów. To taki człowiek może osądzić, przykładowo, co jest sprawiedliwe, a co nie jest, gdyż on zna to, czym jest sprawiedliwość sama. Stąd Sokrates wyciąga wniosek, że wbrew powszechnej opinii nie trzeba żyć za wszelką cenę, ale trzeba żyć dobrze.
- Człowiek, który wie, czym jest dobro, i rozumie jego znaczenie, nie może pozwolić sobie na popełnianie zbrodni w jakimś momencie tylko dlatego, żeby uratować swoje życie. „Zbrodnia zawsze jest czymś złym i hańbą dla tego, który ją popełnia, bez względu na wszystko inne”, a wszakże ucieczka z więzienia jest zbrodnią.
- Nawet jeśli popełniono na kimś zbrodnię, nie należy złem odpłacać: „ani zbrodnią odpłacać nie trzeba, ani źle robić nikomu, nawet gdybyś nie wiadomo czego od ludzi doświadczył”.
- Tutaj dochodzi Sokrates do sedna swej argumentacji: czy jeśli człowiek wie, że popełniono na nim zbrodnię i potraktowano go niesprawiedliwie, szczególnie gdy owa niesprawiedliwość jest prawnie usankcjonowana, może bronić swych racji ucieczką od tej niesprawiedliwości?
(Widać momenty słabe w argumentacji Sokratesa i nie widzę konieczności ich akceptacji; świadczy o tym praktyka współczesnych społeczeństw, gdzie podnosi się wielką rangę wolności słowa i szczególnej ochrony indywidualnej jednostki. To nie przesądza jednak, gdyż można wskazać także argumenty za tym, że takie podejście wiąże się z większą dbałością o sprawiedliwy osąd, bazującą na licznych błędach znanych z historii. Dbałość ta, będąc pozytywnym aspektem kultury współczesnej, zakłada wciąż ostateczne podporządkowanie się osądowi społecznemu. Poza tym przedstawiona argumentacja jest treściowo związana i zaczerpnięta wprost z oryginalnego dzieła i z tej przyczyny domaga się przeformułowania, które podniosłoby jej siłę. W całości jednak trudno mi doszukać się powodów do odrzucenia tej linii argumentacji, jej wniosków i konsekwencji.)
Odpowiedź Sokratesa dotyczy człowieka, który wychował się i wyrósł w kulturze, do której należą te prawa. Człowiek taki podlegał nim i widział mankamenty, jakie tkwią w tych prawach i zwyczajach. Zakładając, że był odważny, podejmował próby sprzeciwu i dążył do zmian słabych stron swej kultury i społeczeństwa. Pomimo wszystko jednak żył w tej kulturze, przestrzegał jej zwyczajów. Ona kształtowała w nim odpowiednie umiejętności, poprzez kształcenie i wychowanie pozwalała mu odnieść się do określonego świata wartości i przyjąć go jako swój własny. To właśnie ta kultura sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Jako obywatel korzystał z dobrodziejstw społeczeństwa, w którym żył. Współpracował z innymi ludźmi, spotykał ich i zawiązywał z nimi płytsze lub głębsze więzy. Przez cały ten okres, mimo swego krytycyzmu, nie zmienił miejsca swego życia. Nie przeniósł się do innego kraju, mimo iż może czasem o tym myślał. Miał taką szansę cały czas. Mógł zaakceptować lub odrzucić prawa, które stanowiły element tej kultury. Jeśliby je odrzucił i przeniósł się w inne miejsce, z pewnością musiałby zaakceptować prawa i zwyczaje panujące w nowym miejscu. Jako tułacz skazany byłby na kaprysy kultur spotykanych na swej wędrówce. W taki sposób Sokrates ostatecznie odrzuca ostatnią możliwość sprzeciwu wobec niesprawiedliwego osądu państwa i prawa, w jakim spędził swoje życie.
Wskazuje tutaj na konieczność podporządkowania się jednostki wspólnocie. Dotyczy to nie tylko przeciętnego człowieka, który, szarpany złudami swych mniemań, bliższy jest w życiu postaci niewolnika niż obywatela, ale prawdziwego myśliciela – filozofa, niepozbawionego odwagi wykraczania z własnych przesądów i skłonnego dążyć do zrozumienia sensu swego istnienia.
Koriolan
Bohaterem kolejnego dzieła jest postać równie nieprzeciętna jak Sokrates, obdarzona jednak innymi wyjątkowymi atrybutami. Kajus Marcjusz jest wybitnym wodzem rzymskim. To żołnierz o nieprzeciętnej sile, odwadze i sprawności we władaniu mieczem. Ponadto wybitny strateg. Jest on jednocześnie człowiekiem porywczym, o wielkim temperamencie, ale również ogromnej pysze połączonej z pogardą dla większości ludzi. Szekspir rysuje tak wyrazistą postać na tle trudnego historycznie okresu w Rzymie, gdy głód wywołany nieurodzajem staje się iskrą podsycającą lud przeciw patrycjuszom. Nie dochodzi do rozlewu krwi, gdyż z oddali dochodzą wieści, iż wrogie plemię Wolsków zbroi się przeciwko Rzymianom. Kajus Marcjusz wyrusza wraz z innymi dowódcami powstrzymać wroga. Dobrze przygotowana wyprawa Wolsków natrafia na dzielne wojska rzymskie, dowodzone sprawnie i stawiające skuteczny opór. Bohaterski wódz zostaje okryty chwałą na polu bitwy i wraca zwycięsko do Rzymu, okrzyknięty wręcz bogiem. Powrót w chwale nie przesądza jednak o uznaniu jego zasług. Trybunowie ludu oraz senatorowie rzymscy, obawiając się tego, iż Kajus Marcjusz mógłby chcieć władzy despotycznej, rozniecają intrygę, z powodu której krótko po powrocie wódz rzymski zostaje wygnany z Miasta. Kierowany rozpaczą, nienawiścią i chęcią zemsty, udaje się do Wolsków, których pokonał. Zyskuje przychylność Tullusa Aufidiusza, wodza Wolsków, i oddaje siebie dla sprawy dawnych wrogów Rzymu. Po kilku latach przygotowań Wolskowie wyruszają podbić Rzym. Prowadzeni sprawnie przez Kajusa Marcjusza, który przyjął imię Koriolan, pokonują liczniejsze wojska Rzymian. Ostatnie sceny tragedii rozgrywają się przed oblężonymi murami wiecznego miasta. Rzym, widząc swój przyszły upadek, chce rozejmu na bardzo niekorzystnych dla siebie warunkach. Koriolan, kierując się jednak nienawiścią i chęcią zemsty, odprawia kolejnych posłańców, wśród nich także swego dawnego przyjaciela Meneniusza. Wreszcie jako ostatnie stają przed nim matka, żona i kilkuletni syn. Rzymianie nie widzą jednak zbytniej szansy na uratowanie miasta. Koriolan: „Twarz ma tak cierpką, że na sam widok dojrzałe winogrona kwaśnieją. Gdy stąpa, porusza się jak machina oblężnicza, aż ziemia się pod nim zapada. Potrafi przebić spojrzeniem pancerz, głos ma jak pogrzebowy dzwon, a każde jego chrząknięcie brzmi jak uderzenie taranem. Zasiada na tronie jak jakiś drugi Aleksander. Jego rozkazy są spełniane, zanim ich echo zdąży wybrzmieć. Byłby już dawno bogiem, gdyby mu dodać wieczność i niebo, w którym by królował”. Człowiek ten zmienia jednak swe nastawienie pod wpływem argumentów matki i żony. Ich przybycie wzrusza go. Próbuje jednak nad tym zapanować. Matka i żona padają przed nim na kolana, błagając o litość dla dawnej ojczyzny. Ta odmiana porządków natury działa na niego druzgocąco. Nie zmienia jednak swych zamiarów; wówczas Szekspir wkłada w usta jego matki argumentację mniej emocjonalną:
- Matka i żona nie zaznały litości Rzymian, gdy Koriolan został wygnany, były źle traktowane, mimo tego przychodzą prosić o litość dla Miasta.
- Koriolan wyrósł jako Rzymianin i pragnął zostać wielkim w pamięci swoich rodaków, teraz jednak, mimo iż jest potężny, odszedł od wartości, jakie mu przyświecały, i powiedzą o nim: „Człowiek szlachetny, lecz jednym postępkiem przekreślił wszystko, zniszczył swą ojczyznę, sprawił, że jego imię będzie wiecznie budzić odrazę”.
Koriolan uświadamia sobie, że wyrwany ze swej kultury, ze swych korzeni, nie może być wielkim. Kieruje się nienawiścią i pychą, dba o swoją sławę i sam rośnie w siłę, ale, przekreślając swoją przynależność do kultury Rzymu i nie przejmując się kulturą Wolsków, którymi także gardzi i używa tylko dla swych partykularnych celów, staje się jedynie niosącym zniszczenie i pustkę potworem siejącym grozę. Jego rodzina uświadamia mu, że pomimo iż „zasiada na tronie niczym Aleksander”, naprawdę upadł jako człowiek i nie jest wielki. Jest zagubiony w sobie, zatracony dla sprawy, którą realizuje bezwzględnie i skutecznie, lecz jedynie dla własnego dobra. Koriolan rezygnuje ze zdobycia Rzymu, Wolskowie podpisują korzystny dla siebie rozejm i z łupami wracają do swej ojczyzny. Nie mają jednak litości dla swego dawnego wodza. Jego porywczość i pycha także stają przeciwko niemu i ginie zabity przez swego niedawnego sprzymierzeńca Aufidiusza.
Sztuka ta, wystawiona po raz pierwszy prawdopodobnie w roku 1608, jest ostatnią tragedią Szekspira. Historycy literatury stawiają ją zazwyczaj na równi z największymi. Nie jest ona jednak powszechnie znana i sławna na równi z innymi dziełami Szekspira. Dotykając problemu przynależności do kultury, wspólnoty jako wartości stojącej ponad życiem pojedynczego człowieka, staje się jednak bardzo aktualna. Problem niesprawiedliwości osądu i wątpliwej trwałości sławy zbliża ją także do naszych czasów.
Od jednostki do wspólnoty kultur
W jaki sposób przedstawione powyżej linie argumentacji służyć mogą dla znalezienia racji za wspólnotą kultur? Twierdzę, że obydwa dzieła wskazują na siłę myślenia wspólnotowego w ogólności. Co prawda dotyczą one konfliktu dobra jednostki z dobrem wspólnoty, ale argumenty w nich zawarte można przełożyć sprawnie na zagadnienie dobra przedstawicieli pojedynczej kultury w opozycji do dobra wspólnoty kultur, jaką staje się Europa. Wskazuje to na konieczność przesunięcia punktu ciężkości z dążenia do realizacji partykularnych celów wybranej kultury lub społeczności na dążenie do dobra wspólnoty wielu kultur. Wydaje się to warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, przy budowaniu wspólnoty.
Podstawą do przełożenia powyższej argumentacji z relacji „jednostka – jej kultura życia” na „pojedyncza kultura – wspólnota kultur” są:
- Rozumienie kultury jako złożoności:
- systemu wzajemnie oddziałujących na siebie grup, jednostek, tradycji, wartości, praw etc., które razem w sumie tworzą złożoność zwaną kulturą;
- rozumienie kultury w metaforze organizmu – Kaj Birket-Smith.
- Wskazanie na fakt istotnych przeobrażeń kultur wchodzących w skład kręgów kulturowych czy wspólnoty kultur, w opozycji do kultur hermetycznych czy totalitarnych, reżimowych. Stwarza to podstawy do analogii: człowiek wychowany w danej kulturze – kultura istniejąca i tworząca się w danej wspólnocie kultur.
- Wskazanie na rosnące dążenia do współdziałania i współpracy, które zdają się być podstawą dłuższych korzyści w społecznościach podejmujących te działania i podstawą do integracji całościowej, widocznej na poziomie indywidualnych ludzi (Unia Europejska dziś).
Ostatnim dziełem, pominiętym w tej pracy, a mającym podobny charakter jak dwa powyższe, jest Filoktet Sofoklesa. Dzieło to tymczasowo zostało pominięte, gdyż argumentacja w nim zawarta nie jest tak oczywista i stanowi jeden z elementów historii Filokteta, stąd jest w trakcie opracowywania przez autora.
Ostateczna refleksja
Nasuwa się spostrzeżenie, iż trzy dzieła nieznane zbytnio współczesnemu czytelnikowi, po prostu zapomniane, stają się bardzo aktualne dziś poprzez trafność zawartych w nich uniwersalnych zagadnień. Ma to charakter hermeneutycznej spirali kultury, która do problemów ważnych dawniej wróciła na wyższym poziomie rozumienia teraz, wskazując jednakże dodatkowo na specyficzny charakter istoty człowieka, którego indywidualność i wyjątkowość nie ma racji bez odniesienia do kultury jego życia i wychowania.
Dziękuję.
Aleksander Kulesza-Milewski
Komentarz 2026
Co z tego zostaje. Lektura Koriolana jako opowieści o talencie, który odcięty od wspólnoty nie staje się wolny, tylko niszczący – i o tym, że do opamiętania prowadzą go nie posłowie, lecz ci, którzy zapłacili za jego wygnanie najwięcej. Do tego uczciwy nawias przy Kritonie: widzę słabe punkty argumentu Sokratesa, a mimo to nie potrafię go odrzucić. To postawa warta zachowania wobec mocnych, niewygodnych argumentów.
Co dziś wiem lepiej.
- Teza była za mocna. „Decydująca racja zawsze stoi po stronie wspólnoty” – sam tekst pokazuje, że nie zawsze: Sokrates broni prymatu prawa, ale i prymatu rozumiejącej jednostki nad mniemaniem tłumu. Lepsze sformułowanie: wspólnota ma domniemanie racji, które jednostka może obalić, ale nie ucieczką.
- Europa „przesądzona”. W 2006 roku tak to wyglądało. Brexit (referendum 2016, wyjście 2020) pokazał, że wspólnota kultur nie jest stanem osiągniętym raz na zawsze – co paradoksalnie wzmacnia sens szukania jej źródeł.
- Cytat o „drugim Aleksandrze” to w sztuce słowa Meneniusza o Koriolanie (akt V, scena 4), a nie wypowiedź samego Koriolana.
- „Ostatnia tragedia”. Koriolan powstał ok. 1608 roku i jest ostatnią z tragedii rzymskich Szekspira; czy w ogóle ostatnią – datowanie jest sporne.
- Filoktet. Zapowiedziane opracowanie to dobry temat na osobny tekst.
Dodaj komentarz