,

Jedność metafizyczna, spójność epistemiczna

Archiwum dawnych publikacji · Praca ze studiów filozoficznych.

Aktualizacja: październik 2026

Najważniejsze doprecyzowanie dotyczy przejścia od spójności myśli do jedności świata. Nie jest to dowód: spójny opis może być błędny, a wspólna struktura poznania wymaga odrębnego uzasadnienia ontologicznego. Koryguję także tezę o koniecznym solipsyzmie Husserla; problem intersubiektywności jest u niego przedmiotem osobnych analiz. Scena z lasu pozostaje przykładem wnioskowania, bez przypisywania kilku obserwacjom mocy rozstrzygającego eksperymentu. „Chaos” jest tu określeniem filozoficznym, odmiennym od matematycznej teorii chaosu.

Poniżej tekst archiwalny po korekcie. Istotne zmiany opisuję powyżej; dawny kontekst i charakter wypowiedzi pozostają częścią tej publikacji.


Zagadnienia poruszane w pracy są rozległym i wciąż powracającym wątkiem w historii filozofii. Śmiem twierdzić, iż nazbyt rozległym, aby ich prześledzenie i przedstawienie było możliwe do zrealizowania w pracy poniżej poziomu ambitnego doktoratu lub lukratywnie komercyjnego podręcznika. Jednakże pominięcie wątku ‘odniesienia się do poprzedników’ naraża na słuszny zarzut ignorancji, niezrozumienia i pisania ‘tylko dla siebie’. Dlatego należało podjąć trud zapoznania się z choćby szkicową historią omawianego zagadnienia, a następnie przedstawienia go w taki sposób, aby wynikało z tego, iż autor świadomie współuczestniczy w jego omawianiu. Podkreślić pragnę jednak szczególnie, iż w tym przypadku poszukiwania były wtórne do samego zagadnienia, które w formie impresji, a następnie refleksji nad nią pojawiło się przed lekturą. Nie mogę wykluczyć, iż impresje owe miały charakter wtórny do inspiracji treścią filozoficznych esejów czy traktatów, ale jeśli nawet to zjawiły się ‘nieintencjonalnie’, zaskakująco.

Wstęp

‘Jedność’ jako zagadnienie główne mieści się w obszarze zainteresowań metafizyki. Kolejnym zeń wynikającym jest ‘spójność’ poznania wchodząca w obręb rozważań epistemologii. Sądzę, iż pojęcia te nie są synonimami, ale mają tą szczególna własność, iż jawią się jako wzajemnie z siebie wyprowadzalne, wynikające. Wstępnie twierdze, iż to, co nazywam jednością przynależy do obszaru doświadczanej szeroko pojętej rzeczywistości. To zaś, co nazywam spójnością da się wyprowadzić z rozmyślania nad samym aktem poznania. Da się zauważyć, iż o ile doświadczenie jedności jest uzasadnione o tyle spójność jako cecha poznania jest tego konsekwencją. Również wyjście od spójności aktów poznania może inspirować pytanie o jedność przedmiotów. Nie implikuje jej jednak bez dodatkowych przesłanek. Obie możliwości są tymczasem hipotetyczne. Autor nie rości sobie praw do rozstrzygnięć w omawianej problematyce, stąd poniższe rozważania należy traktować raczej jako propozycje i pytania wymagające dopełnienia.

Teza 1: Coś, co nazywam ‘jednością’ jest przedzałożeniem wszelkiego możliwego poznania. Jest wynikiem tego, iż myśl należy do świata odnosi się do niego i wynika ze świata jak i może go kształtować, wpływać na niego, co podkreśla jej ścisłą koegzystencje ze światem.

Teza 2: Pojęcia „jedność” i „spójność” nie są w tym szkicu prostym kwantyfikatorem oznaczającym „wszystko”. Mają wskazywać na relacje między elementami opisu i doświadczenia. To propozycja filozoficzna wymagająca uzasadnienia, a nie stwierdzony mechanizm emergencji.

Jedność jawi się w namyśle dotyczącym relacji myśli i świata, języka i przedmiotów jego odniesienia, podmiotu poznającego i przedmiotu poznania. W węższym znaczeniu to także jedność i spójność w obrębie rozumienia świata przez każde ‘ja’. Jedność w szerszym znaczeniu to odnoszenie ‘mojego’ rozumienia do ‘twojego’ rozumienia.

To cecha konstytuująca poznanie i rozumienie, choć niekoniecznie gwarantująca jego prawdziwość ani zgodność z poznaniem ‘drugiego’. Jedność jawi się też w świecie samym w zgodności między wszelkimi przedmiotami i istotami – choćby życie w obrębie tych samych warunków środowiska jakkolwiek złożonych i zmiennych. Tutaj jednak można mówić o jedności dopiero po przekroczeniu granicy własnego ‘ja’, aby nie narazić się na zarzut o niemożności poznania ‘rzeczy samych w sobie’. Ważną cechą w impresji ‘jedności’ jest to, iż daje się ona wskazać i ująć gdzieś ponad odmiennym rozumieniem świata, pomiędzy różnymi filozofiami i myślicielami, ale już i samymi pojedynczymi podmiotami poznającymi.

Jak sformułować przeciwne stanowisko? Czy jest to możliwe? Czy można zrozumieć niewysławialne? Jak określić chaos przy pomocy języka czy myśli spójnie wyrażających każde doświadczenie? To pytanie o zasadność ‘teologii negatywnej’ może nawet w radykalnej postaci, gdyż Absolut wyklucza ‘chaos’. „O czym nie można mówić o tym trzeba milczeć.” te słowa Wittgensteina mogą być barierą dla postawionych właśnie pytań, ale sprawiają również wrażenie uproszczenia i dlatego podjęcie próby przezwyciężenia tegoż jest chlubnym aktem.

Tło problematyki:

Jedność jest zagadnieniem pojawiającym się od samych początków w filozofii. Oderwanie myśli od rzeczywistości, jakiego dokonał już sofista Gorgiasz jest zalążkiem trudności objawiających się w dalszych losach filozofii. Czy jednak któryś z myślicieli starożytnych wątpił w jedność świata myśli i rzeczywistości? Czy zaprzeczyłby, iż myśli należą do świata podobnie jak liście, zwierzęta, ludzie czy kamienie? Wszak wskazanie tego, co istotnie różni świat sam od jego wyobrażenia, czy językowego ujęcia doświadczenia tegoż świata, jakie dokonuje się w myśli nie implikuje jeszcze w żaden sposób rozerwania świata i myśli o nim. Filozof, który uznaje takie rozerwanie z konieczności musi, jeśli szanuje zdrowy rozsądek czy racjonalność, wybrać miejsce gdzie mieszka prawda. Wówczas jeden wybierze świat czy tzw. przedmiot, inny zaś myśli, czyli tzw. podmiot.

Zarysowuje się na tej podstawie cały spór filozoficzny po Kartezjuszu pomiędzy wyznawcami konsekwencji ‘obiektywizmu’, a wyznawcami ‘relatywizmu’. Niektóre stanowiska sofistyczne akcentowały zależność ocen i przekonań od człowieka; nie należy przypisywać wszystkim sofistom jednej tezy o dowolnym tworzeniu prawdy. Słabym przeciwstawieniem się takiej postawie będzie wskazanie, że sofiści użyli swej argumentacji dla celów retorycznych nie wątpiąc jak się zdaje w ‘jedność świata i myśli’ a wskazując tylko możliwość błądzenia, aby wybić dysputantowi oręż pewności siebie i swego zdania. Podobnie Kartezjusz sceptyczny metodycznie wrócił do świata jakąkolwiek drogą nie chcąc zaakceptować tego, iż sam doszedł do wskazania niemożliwości przerzucenia mostu pomiędzy res cogitans a res extensa na gruncie własnej filozofii.

Nie można pominąć tych wątków jakkolwiek są słabym kontrargumentem, gdyż można je zbijać stwierdzając, iż myśliciele ci (sofiści i Kartezjusz) tkwili tak mocno we własnych przed założeniowych przekonaniach, iż nie potrafili z nich zrezygnować mimo jasnych sprzeczności, do jakich one prowadziły. Czyż nie jest to jednak dialektyka wypowiedzi kogoś, kto sam zakłada dokładnie to samo, co krytykuje gdyż inaczej pozostałoby mu, co najwyżej kiwać palcem? Spróbuje sformułować własny kontrargument na owy ‘dualizm’. Pragnę wskazać, że w całych rozważaniach, jakie mieszczą się na tych białych kartach jest ukryty dodatkowy poza wszystkim argument, iż nie mógłbym owych rozważań przeprowadzić gdyby nie jedność, jaka dominuje w każdym poznawczym i filozoficznym namyśle, jaki próbuje sobie wyobrazić zasymulować czy wysłowić to, co umysł podsuwa, gdy notuje te słowa.

Możliwe, iż ma to nazwę argumentacji, jaką określić można ‘argumentacją transcendentalną’, czyli bez tego, czego pragnę dowieść nie mógłbym sformułować ani tych myśli ani pozornie przeciwnych.

Argument 1: jońsko – Arystotelesowski

Myśli prostych ludzi oparte o stereotypy, przesady i wiarę w mity, religie, czy własne wyobrażenia o świecie nigdy całkiem przemyślane ani krytycznie rozważone są pierwszą impresją jedności w umyśle człowieka. Oczywiście jasno widać, iż to nastawienie zbyt mało wnikliwe narażone na sprzeczności w myśleniu, czy przekonanie o własnej absolutnej wiedzy nastawione na odrzucenie wszelkich danych niezgodnych „z tym, co sam wiem” jako bezsensownych czy fałszywych. Jednak po wyrzuceniu tych przesądów, stereotypów i dodaniu ostro zarysowanych metod i powtarzalnych czynności badawczych mamy, choć uproszczone określenie podejścia przyrodniczego.

Przyrodnik w lesie

Jestem w lesie na spacerze. Zbaczam niedaleko głównej dróżki i spoglądam na ściółkę obok drzewa. Liście są suche, ale pachną wilgocią. Podnoszę, więc patykiem trochę liści. Zauważam, że pod liśćmi jest ślimak, pod innymi czarne zwinięte w kółko stworzenie. Wzbudza to we mnie spore zainteresowanie. Idąc dalej wzdłuż traktu, co chwile zbaczam i zaglądam, co kryje się z północno, lekko wschodniej, mocno ocienionej stronie drzew na wysokości od ściółki do około metra. Obok kolejnych 4 drzew znajduje wciąż takie same długie czarne segmentowane robaki z licznymi parami odnóży małymi czułkami i małymi częściami głowowymi. Pod 5 drzewem nie znajduje robaków. Są natomiast owady (3 pary odnóży) z długim wąskim i owalnym odwłokiem uskrzydlone, czarne o długich odnóżach. Liście pod drzewem wyschnięte a pod nimi pajęczyna i kilka jaj białych rozrzuconych w torfie. Rozważam hipotezę, że moje czarne robaki zostały wyparte przez owe latające owady i pająki spod tego drzewa.

Tak rodzi się moja pierwsza hipoteza. Podchodzę zaciekawiony do kolejnego drzewa i odkrywam pod nim znów czarne robaki. Zauważam jednak, że jest tam równie wilgotno jak przy 4 pierwszych drzewach, ale dużo bardziej niż pod 5 drzewem gdzie docierało też dużo więcej słońca. Osłabiam więc pierwszą hipotezę i podejrzewam, że ważniejsze dla występowania moich robaków jest duża wilgotność i zacienienie. Następnie w rozmowie z żoną ustalamy, że owe czarne robaki to możliwe, iż są pareczniki. Choć pada i propozycja zabawna, że gąsienice. Po porównaniu z literaturą przypisuję je do dwuparców (Diplopoda). Sam opis nie wystarcza do pewnego oznaczenia gatunku ani do rozstrzygnięcia przyczyny ich rozmieszczenia.

Sądzę, że tak działa praktyka nauk przyrodniczych. Wskazuje to poza tym na funkcjonowanie umysłu, którego właściciel zastąpił choćby sporadyczny kontakt z lasem przepełnionymi książkami regałami bibliotek. Wydaje się to równie szkodliwe jak sytuacja odwrotna, gdzie umysł lekceważy zagłębienie się w lekturę.

Wniosek 1

Argument ten wskazuje na jedność naszego poznania wynikającą z inspiracji płynącej od świata do naszego umysłu wówczas, kiedy nie pojawiają się wątpliwości, co do istnienia świata Przyrody i nas jako jego elementów. Widać takie myślenie u wielu filozofów starożytnych w tym jońskich w szczególności, ale także u Arystotelesa. Nie może być jednak inaczej skoro był on twórcą wielu traktatów z filozofii przyrody, a także wnikliwym obserwatorem i otwartym na świat umysłem. To, co Arystoteles pisał na temat jedności w „Metafizyce” zdaje się to potwierdzać: „Jasne więc, że do jednej wiedzy należy badanie rzeczy jako rzeczy. Wszędzie zatem wiedza zajmuje się tym, co jest pierwsze i od czego zależne są inne rzeczy oraz z czego biorą swe nazwy. Jeżeli jest to substancja, wobec tego filozof powinien opanować zasady i przyczyny substancji” (Arystoteles, s.72) Tak słowami Arystotelesa można określić to, co nazywa się poszukiwaniem ogólnych prawd i zasad, jakie przyświeca także nauce, chociaż najogólniej metafizyce badającej to, co najpierwotniejsze i pierwsze w ogóle. Dodatkowo przekonanie o tym, że świat nie jest chaotyczny, ale to, co było wczoraj ma jakiś sensowny związek z tym, co będzie jutro poprzez to, co jest teraz wyraża bogate także w inne treści sformułowanie: „Byt i Jedność są, zatem tym samym i tej samej natury w tym sensie, ze następują po sobie jako zasada i przyczyna, a nie w takim znaczeniu, że są określane tą sama definicją (nieważne zresztą, czy będziemy Byt i Jedność pojmować identycznie; argumentacja nasza zostanie nawet wzmocniona); bo: „jeden człowiek” i „człowiek” są tym samym, jak również „człowiek istniejący” i „człowiek”, a podwojenie słów w wyrażeniu „jeden człowiek” i „jeden istniejący człowiek” nie wyraża czegoś innego(…).” (Arystoteles, s.73) To głęboki wyraz poczucia jedności świata, który jest jakiś i można poznać to, jaki jest. Nawet jak pisze dalej Arystoteles przy założeniu i uznaniu wielości, różnorodności i przeciwieństw w świecie „Jasne więc, że do jednej nauki należy badanie Bytu jako takiego i atrybutów, które mu przysługują, i do tej samej nauki należy badanie nie tylko substancji, lecz także ich atrybutów, zarówno tych wymienionych, jak również wyrazów i pojęć takich jak: „wcześniejszy”, „późniejszy”, „rodzaj” i „gatunek”, „całość” i „część”, i innych tego rodzaju.” (Arystoteles, s.77) Tak więc jedność jest wpisana w metafizykę i konstytuuje ją z samej racji obowiązywania najpewniejszej ze wszystkich zasad: „to samo nie może zarazem przysługiwać i nie przysługiwać temu samemu i pod tym samym względem (…).” (Arystoteles, s.79).

Potęga takiego myślenia ma swe źródło w ogólności sądów wynikającej z niej trwałości oraz uniwersalności. Jest najpierwotniejszym i najjaskrawszym wyrazem ‘jedności’ metafizycznej oraz ‘spójności’ w poznaniu świata. Jak owe spostrzeżenie ma się do faktów przyrodniczych? Ogólność faktów wynika z ich wysławiania. Mówiąc „to jest ślimak winniczek, a ślimaki takie to…” wypowiadam sąd, który mogę porównać z innymi obserwacjami; nie jest on przez to dowodem matematycznym, czyli o wielkiej ogólności, możliwości powtórzenia i weryfikacji. Wskazanie – to prawda ‘aletheia’, „idealna”, transcendentalna, mimo iż wyrażona zawsze tu-oto. Należy jednak wyrazić kontrargumenty mówiące, że: 1. Nie wiem czy zawsze kamień, który widzę w tym samym miejscu to ten sam kamień, mimo iż wygląda tak samo? 2. Czy jeśli ‘ty’ postrzegasz kamień w dokładnie tym samym miejscu i czasie, co ja to czy postrzegamy ten sam kamień? 3. Jeśli twierdzimy, że jest to w istocie ten sam kamień, na który patrzymy teraz to, czy rozumiemy siebie nawzajem i swoje doświadczenie kamienia? 4. Nawet, jeśli założymy, że rozumiemy czyż nie jest dopuszczalne, iż cały obraz i jego poznanie to fałszywa kreacja złośliwego demona? Trzy pierwsze pytania nawiązują do problemów kojarzonych z argumentacją Gorgiasza; nie są dosłowną rekonstrukcją jego argumentów, a potem pojawiały się na ścieżkach filozofii aż do najmocniejszej wersji u Kartezjusza. Jedną z najmocniejszych prób ich przezwyciężenia podjął Husserl, który był szczególnie wytrwały w swym dążeniu: „odbudować nadzieję na powrót do absolutnie pierwotnej intuicji w poznaniu oraz przezwyciężyć relatywizm i sceptycyzm.” (Kołakowski, s.3)

Argument 2: reistyczno – solipsystyczny

Biorę proste zdanie arytmetyczne:

2+2=4 zawsze prawdziwe, pierwotnie narzucające przy jego zrozumieniu swoją poprawność, niepodważalność.

Pytam o źródła wiedzy o nim. O doświadczenie, które skłoniło mnie do jego uznania. Czy było to doświadczenie myśli czy obserwacja prawidłowości w świecie? Czy była to pilność uczenia się prawdy prezentowanej przez matematyka? Czy gdyby któraś z tych możliwości miała większe znaczenie czy 2+2 byłoby różne od 4?

Zdanie owo rozumiem i potrafię go dowieść zarówno używając skomplikowanych dedukcji a także ilustrować je przy użyciu przedmiotów, liczydeł, kalkulatorów czy komputerów. Ilustracja lub wynik urządzenia nie jest jednak sama dowodem matematycznym. Z pewnością sam mógłbym z adekwatną wiedzą przy odpowiednim wysiłku skonstruować i oprogramować krzemową płytkę, która niezawodnie wskazywałaby wciąż ten sam wynik po wpisaniu działania „2+2 = 4”. Świetnie to rozumiem i jest to dla mnie pewne i prawdziwe w prosty narzucający się zewsząd sposób.

Pytam ponownie samego siebie: Czy to konstrukcja mojego umysłu, „świata myśli”, który wciąż kreuje każde dostępne mi teraz doznania? Czy to istniejąca w świecie niezależna od wszystkiego prawda, jaką poznaje? Prawda o świecie, jaki informuje mnie o swoim istnieniu i poprzez kontakt z moim umysłem przez zmysły daje się poznać takim, jaki jest ze swymi strukturami, prawdopodobieństwami zdarzeń powtarzalnych i współwystępujących do tego stopnia regularnie, iż każą mi myśleć o sobie jako o prawach niezawodnych łącząc się w spójne teorie nauki.

Czy odkrywamy prawdę czy ją tworzymy? Jeśli tworzymy to skąd zgodność między twórcami? Może ona narzuca się złudnie moim niedoskonałym myślom jak wszystko inne? Może jednak naprawdę z kimś rozmawiam i rozumiem go? Może jednak teraz ktoś czyta słowa, jakie napisałem stukając w klawiaturę?

Założenie, że tak, narzuca mi się najmocniej. To moje naturalne nastawienie, bycie-w-świecie, zasady zdrowego rozsądku etc…, choć zawsze subtelnie inaczej wyrażone. Nie przesądzam jednak niczego dalej. Co jeśli inni twórcy są moim stworzeniem jako elementy świata?: Jest wówczas „Ja” jako niedoskonały obraz Siebie, Absolutu, umysłu Stwarzającego i inne niedoskonałe obrazy Mnie, czyli inni twórcy, obserwatorzy. Sny, pamięć, zmysły i brak pewności wraz z ‘demonem zwodzicielem’ jako podstawy moich wątpliwości, co do niezależnego istnienia empirycznego świata, zdają się zapewniać o tym właśnie, czyli wszelka realność doświadczenia to kontemplacja samego Mnie z punktu niedoskonałego odbicia Mnie w całości, moich stwarzających myśli, który nazywam swoim ‘ja’. I każdy inny niedoskonały obraz też kontempluje ową całość rozbijając jej doskonałość, jak braki w bytach, możliwe do pomyślenia, więc znoszące tożsamość tychże bytów istniejących w czasie.

Założę, że jest to prawdziwe. Wnioski, jakie płyną z tego:

1. Jam jest Stwórcą i zarazem ‘ja’ nim nie jestem.

2. Wiem i nie wiem wszystkiego o świecie.

3. Wszystko najogólniej to partycypacja niedoskonałego ‘ja’ we Mnie podobnie jak ‘czasowości’ w ‘wieczności’.

4. Moc eksplanacyjna mojego zrozumienia jest taka, iż możliwe jest, że nawet „pogląd sprzeczny” mieści się w obrębie mego wyjaśnienia. Pogląd przeciwny brzmi: Nie ma żadnego Stwórcy, Absolutu, Umysłu Stwarzającego, nie ma Mnie (to wszystko fizjologiczne doznanie w fizycznym przedmiocie). – wszak mogę wówczas odpowiedzieć iż widząc świat w różnorodności konieczny jest taki wniosek. W tym wyobrażeniu różnorodność ujmuję w spójnym opisie. Nie jest to dowód, że fizyka osiągnęła ostateczną teorię ani że zróżnicowanie koniecznie oznacza jedność ontologiczną.

Mogę wszak odrzucić solipsyzm, którego wyrazem są powyższe sformułowania. Wracam wówczas do pytań zasadniczych: Czy konstruuje moje rozumienie czy odkrywam prawidłowości w świecie doświadczając siebie i swego otoczenia w czasie mej egzystencji, scalając je umysłem w rozumną teorię?

Wniosek 2

Poszukiwanie pewności w podmiocie rodzi pytanie o solipsyzm. Nie oznacza to, że każde takie stanowisko koniecznie do niego prowadzi. Husserl podejmował problem intersubiektywności, m.in. w piątej Medytacji kartezjańskiej. Przywoływana tu krytyka Kołakowskiego wskazuje na trudności tego projektu, ale nie uprawnia do utożsamienia Husserlowskiego podmiotu ze „Mną Stwórcą”. Również trudność przekazania doświadczenia nie dowodzi całkowitej niemożliwości komunikacji.

Co więc gdy odrzucę takie rozwiązanie? Nie muszę jednak wybierać wyłącznie między solipsyzmem a „nihilizmem metafizycznym”. Mogę dopuścić poznanie omylne, odróżniając brak absolutnej pewności od braku wszelkiego uzasadnienia. Pozostaje pytanie, czy wszystko, co ‘jest’, co postrzegam i doświadczam może być złudą, czy immanentną wizją czegoś, co nie jest dostępne mojemu poznaniu w żaden niepowątpiewalny sposób. Stąd dochodzimy do konieczności odrzucenia zjawiska jako immanentnego obrazu w akcie percepcji nie chcąc popaść w nihilizm metafizyczny. „Pozostaje, zatem tylko interpretacja zjawiska jako rzeczy samej w sobie o tyle, o ile jawi się ona podmiotowi.” (Czerniawski, s.29) Z pewnością jednak nie rozwiązuje to wątpliwości wypowiedzianych przez Gorgiasza.

Ostatecznie jednak z argumentu nr.2 nasuwa się wniosek, że bez względu na to czy zradykalizujemy stanowisko stawiające punkt oparcia w „podmiocie” doprowadzając je do solipsyzmu, czy przyjmiemy to ufundowane na „przedmiocie” jak robi to reizm nie pozbywamy się jedności jako metafizycznego założenia możliwego do wskazania z jednej i drugiej strony. Solipsyzm radykalizuje jedność gdyż wszystko, co istnieje jest Mną, zróżnicowanie zaś to tylko imaginacje Mnie Stwórcy. Reizm uznaje rzeczy za podstawę opisu świata. Nie jest przez to tożsamy z tezą o pełnej unifikacji fizyki; dążenie nauk do unifikacji nie dowodzi metafizycznej jedności wszystkich bytów. Świadczą o tym słowa Krzysztofa Maurina: „Historia fizyki i nauk przyrodniczych jest niewątpliwie drogą ku jedności; dyscypliny niegdyś odległe unifikują się: nauka o cieple (termodynamika) i mechanika – poprzez mechanikę statystyczną, elektrodynamika i mechanika – poprzez szczególną teorię względności, chemia i fizyka – poprzez mechanikę kwantową, a dziś – jak się wydaje – biologia zbliża się do fizyki dzięki biologii molekularnej, cybernetyce i teorii gier […]. Te unifikacje powodują i są zarazem następstwem coraz potężniejszej matematyki, coraz większego bogactwa jej pojęć. Dzięki unifikacji nauk przyrodniczych fizyka staje się nauką coraz bardziej podstawową i jednocześnie uniwersalną: staje się znów nauką o phisis – o całej przyrodzie.” (Stróżewski, ss.274-275)

Tak więc mamy przykłady dwu wspominanych już uprzednio nurtów w filozofii. Tego który określić można „obiektywistycznym” i przeciwstawnego mu „relatywistycznego”.

Argument 3: Pytanie o możliwość trzeciego stanowiska

Czy możliwe jest uznanie jedności jako tego, co łączy w sposób istotny podmiot poznający z przedmiotem poznania? Należy, więc najpierw wyjaśnić jak możliwe jest istnienie rzeczy samych w sobie, aby zrobić następny krok w odpowiedzi. Głównym wskaźnikiem tychże jest to mianowicie, iż zaprzeczenie prowadzi nas do uznania możliwości istnienia tylko przedstawień w konsekwencji złudnych zjaw i mar mieszanki świata wewnętrznego – naszego umysłu z zewnętrznym, czyli obszarem poza umysłem bez możliwości jego określenia. Każde określenie czy nawet słabe uznanie, iż przedstawienia są przedstawieniem czegoś odsyła nas do tego czegoś, co w ostateczności jest czymś realnie istniejącym, a jako takie ażeby było czymś więcej niż złudą z konieczności musi być rzeczą samą w sobie.

Niedoskonałość naszego poznania, do jakiej uznania wiedzie nas uważna obserwacja i namysł nad każdym najmniejszym doświadczeniem, jakiego doznajemy może prowadzić do wszelkich trudności, które podważają możliwości poznania rzeczy samych w sobie. To prowadzi nas do wniosku, który wydaje się najtrafniejszy, że nie mamy kryterium weryfikacji mogącego nas dowieść do rzeczy samej i zmuszeni jesteśmy tkwić w świecie zjawisk. Czy nie ma żadnej możliwości poznania czegokolwiek samego w sobie? Co z samym poznaniem? Skąd zgodność naszych wizji świata? Skąd zgodność wizji świata choćby i we mnie samym? Powiedzmy, że z jedności samego umysłu, który wyprzedzając doświadczenie empiryczne powoduje, że znamy go jako spójne. Czym jest ta jedność? Do czego jest ona potrzebna? Może jej jedyna przydatność płynie z pamięci i wnioskowania, które są konieczne, aby dłużej przetrwać w zmiennych warunkach środowiska. Jeśli uznamy takie wyjaśnienie używamy w domyśle przekonań, które same są poniżej ogólności naszego pytania. Cicho uznalibyśmy, że naturalistyczna teoria ewolucji niezakładająca żadnych wątpliwości, co do istnienia materialnej rzeczywistości i poznawania rzeczy samych w sobie stoi u samych źródeł naszego poznania ignorując kontrowersje w nim samym tkwiące.

Czy jest inny sposób uchwycenia owej jedności? Zdaje się ona być konieczna w każdym wyjaśnianiu i rozumieniu. Czy możliwa jest jakakolwiek racjonalność bez jedności – spójności? Trudno mi sobie taką wyobrazić zwłaszcza, iż odrzucałoby to zasadę niesprzeczności, tożsamości etc. Wyjaśnienie myśli jako strumienia świadomości także zakłada jedność opowiadanej historii każdej prowadzącej swoją narrację egzystencji, a jeszcze mocnej jedność tej egzystencji.

Jednością jest także wyrażanie, gdyż język ma idealistyczne cechy. Znaki uchwytują przedmioty idealnie. Zatrzymują je w pozaczasowości, niezmienności są jak zdjęcia pięknych kobiet zrobione w wyjątkowej scenerii przy idealnym świetle. Zdjęcia zachowują obrazy owych kobiet na długo po ich śmierci. Nie widać na nich procesów starzenia, jakie miały miejsce potem ani wszelkich innych zmian. Umysł może działać podobnie, choć nie wprost, nie tak samo. Poznając dokonujemy dokumentacji pojęciowej trudno nieraz wyrażalnej, (na co zwrócił uwagę Heidegger) wprowadzając język zmienności, czasowości intencjonalnie. Jednak to jedność – spójność jest tym, co konstruuje nasze poznanie. Stąd wszelka zmienność jest założeniem wtórnym, uzupełniającym albo także wyjściowym doznaniem różnorodności przedmiotowej w prostym doświadczeniu zmysłowym. Świadectwem na to pierwsze są wszelkie spory i kontrowersje związane z zagadnieniami tożsamości, trwałości, płynące stąd, iż ktoś zderza się nagle z uświadomieniem sobie, iż jest zmienność i że ona narzuca się jako cecha świata całego i poznania. Że jej pomijanie prowadzi do błędów i podważa całą wiedzę, jaką żywił. Wówczas staje po stronie zmienności nie dostrzegając, że zgubił jedność – spójność w swoim rozważaniu, która nadal głęboko tamże tkwi, zapomniana chwilowo, ale wciąż otaczająca sobą każdy skrawek jego umysłu.

Zapewne jedność – spójność jest w umyśle tak, że trudno jest pomyśleć umysł poza nią, czy bez niej. Jedność – spójność konstytuuje umysł i całe poznanie. Bez tego pojawia się w moim namyśle „chaos”, rozumiany jako brak uchwytnego porządku. Nie chodzi o chaos w matematyce, gdzie badanie nieregularnych zachowań ma ścisłe metody. Także granic języka nie należy utożsamiać bez dodatkowego argumentu z granicami wszelkiego poznania. Nie można uchwycić chaosu wprost mając umysł o nazwie jedność – spójność, choć niewykluczone, że da się to w szaleństwie. Można użyć pojęć nieskończoności, nieoznaczoności, które wszakże, nieuchwytywalne wprost dają się pomyśleć na drodze zaprzeczania albo działania nieskończonego, co jest jednak próbą mówienia o niewypowiadalnym, podobną do artystycznych wizji Absolutu.

Wniosek 3

Czyżby więc sądy o rzeczach samych w sobie były możliwe na mocy niepoznawalności chaosu? Niemożliwości wypowiadania się o chaosie. Niemożliwości mówienia i myślenia o świecie poza językiem. Oznaczałoby to, że uniwersalność języka płynie z samego faktu adekwatnego uchwytywania w nim istoty rzeczy samych, czyli tego, co świadczy o ich tożsamości. Niestety takie rozstrzygnięcie wydaje się być arbitralne i płynące z ukrytego założenia o racjonalności, poznawalności świata.

Jedność można znaleźć w „obiektywizmie” i „relatywizmie” jednak nie można na tej podstawie sądzić o możliwości połączenia tych dyskursów gdyż: 1. może tutaj mieć miejsce błąd ekwiwokacji, czyli „jedność” nie znaczy tego samego w obu stanowiskach; 2. można pomyśleć że istnieje rozwiązanie zupełnie inne i wykraczające poza połączenie „obiektywizmu” z „subiektywizmem”, a zasadzające się na chaosie, który mimo niewysławialności może być wszak zrozumiany.

Pytanie prawie ostatnie

Czy coś, czego nie można wysłowić może być zrozumiane?

Odrzucając zakotwiczenie mojej egzystencji w świecie doświadczam trwogi. Czy jest to zbliżenie się do granic owej ‘jedności – spójności’? Jeśli tak to poza trwogą nic więcej nie doświadczę, gdyż nie ma na to zbliżenie się żadnych racji. To równie beznadziejne jak chęć dookreślenia nieskończoności przez ciągłe dodawanie kolejnej cyfry do poprzednich. Podobnie nie doświadczę śmierci własnej, bo nie ma ku temu racji. Mogę jednak spójnie wyobrazić sobie śmierć własną czerpiąc z obserwacji śmierci w świecie, z językowej zabawy w śmierć swoją. Nie mogę zaprzeczyć temu, że umrę, choć nie mogę przeżyć własnej śmierci do końca i później zdać z niej relacji. Biologiczne przyczyny i powszechne doświadczenie śmiertelności dają jednak uzasadnienie silniejsze niż sam domysł, jednak jest on na tyle silny, iż biorę go jako pewnik. Dzieje się tak z racji tego, iż jasno rozumiem i pojmuję, że tak się stanie. Nie potrafię nic więcej o tym powiedzieć jak nie potrafię ubrać w ostre słowa nieskończoności, choć refleksja nad nią prowadzi mnie poprzez poetyckie wizje do czegoś, co mogę nazwać „zrozumieniem nieskończoności”. Nie jest to zadowalające rozstrzygnięcie, jednak to, że dopuszczam taką możliwość świadczy o konieczności zawieszenia rozstrzygających sądów o niemożliwości chaotycznego „wyjaśnienia świata”. Mogę wykluczyć „porozumienie” pomiędzy ‘mną a innym’, mogę wątpić w możliwość zrozumienia doświadczeń ‘innego’ podmiotu, ale wówczas, gdy doznaje zrozumienia trudnego równania matematycznego lub z prostych obserwacji zjawisk wyłania się przede mną głębszy metafizyczny sens, czy choćby fizyczne ogólne i spójne ich wyjaśnienie – wiem i mam pewność, że rozumiem, chociaż wyrażenie tego nie jest możliwe zazwyczaj. Wnioskuje stąd, iż zrozumienie nie jest powiązane z wyjaśnieniem w apodyktycznym modi.

Podsumowanie

Jedność zdaje się być najważniejszym zagadnieniem metafizycznym związanym z naukami przyrodniczymi. Płynie to zapewne stąd, iż wiąże się ona nieodłącznie z racjonalnością i koniecznością praw, jakie wpisane są w wyjaśnienie zjawisk fizycznych. Filozoficznie rozważana może być z perspektywy: 1. „Obiektywizmu” wówczas jest jednością transcendentalną – własnością bytów, także ich sposobem istnienia w świecie poznawanym przez podmiot. 2. „Relatywizmu”, gdy jest pojęciem ponad przedmiotami myśli i realnymi bytami, konstytuującym ich poznanie, jest ideą regulatywną umysłu podmiotu poznającego. 3. Jest koniecznym założeniem ukrytym w arbitralnym przekonaniu o możliwości poznania świata.

Argument 4: Z impresji

Owa praca w swojej pierwotnej wersji sama jest argumentem za jednością. Impresja tego zagadnienia była pierwotna do jego zgłębienia i filozoficznego zainteresowania się nim w oparciu o źródła. Wówczas rozumiałem, czym jest jedność, ale nie potrafiłem tego wyrazić. Teraz umiem o niej jako tako mówić, ale straciłem pewność, co do tego, czym jest i czy aby nie tylko założeniem wpisanym bez apodyktycznej racji w mój umysł. Jednakże trud związany ze zgłębieniem tej problematyki był sam w sobie wartościowy, podobnie jak kalotropiczne poszukiwanie piękna i harmonii w świecie i życiu.

Kiedy próbuje pomyśleć możliwość zrozumienia bez ‘jedności – spójności’ pojawia się chaos. Cokolwiek to jednak znaczy nie potrafię tego wyrazić, gdyż każda jakakolwiek myśl zwerbalizowana narzuca mi ‘jedność – spójność’ wyznaczając wyraźnie ograniczenie, którego teraz przekroczyć nie potrafię.

Źródła i inspiracje

• Czerniawski J, Jakiego reizmu Polacy potrzebują?, KF 3/1997, ss.5-34

• Kant I., Prolegomena (…), PWN, 1960

• Kołakowski L., Husserl i poszukiwanie pewności, Aletheia, Warszawa 1990

• Wittgenstein L., Myśli i uwagi, Media Morphosis, Wrocław 2002

• StróżewskiW., Metafizyka jako meta-fizyka,

Zobacz pozostałe teksty z archiwum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *