Poświęciłem około dwóch tygodni na optymalizację serwerów. Z Codexem. Robiliśmy to razem, ale czas płaciłem głównie ja. Jestem po prostu bardziej temporalny. Model nie ma nocy, nie ma drugiej nad ranem, nie ma następnego dnia, w którym siada się znowu. Ja mam.
I udało się. Chyba nigdy nie było tak dobrze.
Co widać na wykresach
W ostatnich dniach nie wracają największe skoki obciążenia. Zajętość dysku spadła ze szczytowych około 250 GiB do nieco ponad 100 GiB. Uporządkowałem procesy, naprawiłem rzeczy, które od dawna prosiły się o uwagę. Wszystkie nasze aplikacje na PHP stoją teraz co najmniej na 8.4, większość na 8.5. Wcześniej rządziło 7.4, miejscami jeszcze 7.2, czyli gałęzie, które od dawna nie dostają poprawek bezpieczeństwa.*
Podniosły się wyniki PageSpeed Insights. Każda strona ma swoje problemy i o każdą trzeba jeszcze powalczyć osobno, ale punkt startu jest inny.
WB@pi, nasza aplikacja do obsługi wirtualnych biur, działa szybciej. Nie wszystko to zasługa serwera. Paweł i ja poprawiliśmy przy okazji kilka błędów, a ja odchudziłem i ujednoliciłem interfejs. Dziewczyny są zadowolone, lepiej im się pracuje. To korzyść, której nie trzeba wypatrywać w przyszłych przychodach. Jest teraz.
Można też śmielej oferować aplikację kolejnym klientom. Tyle że zapas mocy to jeszcze nie sprzedaż, a lepszy wynik PageSpeed to jeszcze nie lepsza pozycja w Google. Między szybszą stroną a większym przychodem leży kawał świata, którego nie skonfiguruję.
Technicznie jest lepiej. Biznesowo są powody do zadowolenia. I właśnie wtedy pojawia się pytanie, które nie mieści się na żadnym wykresie: ile to mnie kosztowało?
Jeszcze troszeczkę
Pracuje się przy tym tak. Idzie w dobrą stronę, to jeszcze troszeczkę zmienię. Tu poprawię, tam sprawdzę. O, działa. To może jeszcze ten proces. Pojawia się trudność, rozwiązujemy. Kolejny postęp. Już widać światełko w tunelu.
Patrzysz na zegarek. Minęło pięć godzin. Jest po drugiej w nocy.
Kładziesz się. Następnego dnia znowu siadasz, bo przecież to już blisko, już prawie wszystko poukładane. A kiedy na chwilę wychodzisz z tego stanu, okazuje się, że minęły dwa tygodnie.
To nie jest opowieść o bezsensownym klikaniu. Wyniki są i właśnie dlatego tak łatwo siedzieć dalej. Każda zmiana daje uzasadnienie dla następnej. Nie muszę sobie wmawiać postępu, bo go widzę. Dużo trudniej zobaczyć moment, w którym postęp przestaje być wart kolejnej godziny. Ten moment nie ma alertu w monitoringu.
Dwa miesiące w dwa tygodnie
Ile trwałaby ta praca bez AI? Profesjonalny administrator sprzed ery AI siedziałby nad tym pewnie dwa miesiące, a rachunek liczyłby raczej w dziesiątkach tysięcy złotych niż w nastu. To mój szacunek, nie wycena, ale rząd wielkości znam.
Czyli AI skróciło dwa miesiące do dwóch tygodni. Nie skróciło ich do zera.
Czy pracując bez tej pomocy, zrobiłbym mniej? Pewnie tak. Czy pracując szybciej, skończyłem wcześniej? No właśnie nie. Sięgnąłem po rzeczy, których bez tej pomocy w ogóle bym nie ruszył.
Ekonomiści znają to od XIX wieku. William Stanley Jevons zauważył, że wydajniejsze maszyny parowe nie zmniejszyły zużycia węgla, tylko je zwiększyły. Taniej znaczyło więcej. Z czasem jest podobnie. Narzędzie, które robi rzeczy szybciej, nie oddaje mi godzin. Oddaje mi apetyt na więcej rzeczy. Zaoszczędzony czas wydaje się, zanim zdążę go zauważyć. I nikt mi go nie odda.
Satysfakcja nie jest odpowiedzią
Paweł zobaczył wyniki: „No nieźle, nieźle, chyba tak dobrze to jeszcze nie było”. Andrzej dostał screeny. Niektórzy programiści robią z siebie celebrytów i z takiej pracy zrobiliby wystąpienie na konferencji. Ja piszę tekst na bloga.
Satysfakcja jest prawdziwa. Ale nie odpowiada na pytanie, czy obietnica lepszego SEO, a przez nie może lepszej sprzedaży, była warta dwóch tygodni życia.
Kupuję święty spokój
Bo to nie obietnica wzrostu kazała mi usiąść. Serwer dawał znaki, że jest coraz gorzej. Może więc największy zysk nie polega na tym, że ktoś coś dodatkowo kupi. Polega na tym, że któregoś dnia nie będę musiał rzucić wszystkiego i ratować tego, co już działa.
Kupuję sobie święty spokój. Jako człowiek, który za to odpowiada.
Tylko że święty spokój ma dziwną właściwość: nie da się go odebrać i podpisać protokołu. Jeśli przez następne miesiące nic się nie wysypie, nie dowiem się, czy to dzięki tej pracy, czy po prostu nic by się nie stało. To paradoks każdej dobrej prewencji. Kiedy działa, wygląda na zbędną. Nie potrzebuję gwarancji, żeby ograniczanie ryzyka miało sens. Ale nie mogę uczciwie dopisać sobie do osiągnięć katastrofy, której uniknąłem, skoro nie wiem, czy miała nadejść.
Awarie nie są przecież gwarantowane. Chyba.
Jedną taką przeżyłem. W kwietniu 2025 roku przez tydzień walczyłem o przywrócenie naszego serwera w OVH. To osobna historia: Incydent OVH: tydzień bez usług.
Kiedy pamiętasz taki tydzień, łatwo uzasadnić pracę nad bezpieczeństwem. Dużo trudniej powiedzieć, gdzie ma się skończyć. Pamięć awarii to dobry powód, żeby usunąć konkretne ryzyko. To nie jest uzasadnienie dla każdej kolejnej poprawki.
Chyba właśnie te dwie rzeczy próbuję rozdzielić. Czy warto było zająć się serwerem? Tak. Miałem powody i widzę efekty. Czy każda z tych późnych godzin była konieczna? Tego już tak pewnie nie powiem.
Na wykresie widzę, że system pracuje spokojniej. Nie znajdę tam informacji, czy mogłem skończyć trzy dni wcześniej. Albo poprzedniego wieczoru o jedenastej.
Może największym zyskiem naprawdę będzie święty spokój. Tylko trzeba by jeszcze z niego skorzystać. Na przykład nie siadać dziś znowu po to, żeby było odrobinę lepiej.
* Przypis dla czujnych. Tak, pod spodem wciąż pracuje Debian 10. Kiedy stawiałem ten serwer ponad pięć lat temu, był to świeży i rozsądny wybór. Dziś nie dostaje już standardowych poprawek bezpieczeństwa. Tyle że przesiadka nie polega na kliknięciu „aktualizuj”. Na tej maszynie stoją panel, poczta, bazy, strony i aplikacje, a producent panelu zaleca w ogóle przejście na nowy serwer. To trzecia faza tych prac i osobna decyzja: przechodzimy w miejscu albo przenosimy wszystko na nowy VPS. Opiszę ją, kiedy ją podejmę. Podejrzewam zresztą, że starych systemów pod działającymi usługami jest w sieci więcej, niż ktokolwiek przyznaje na konferencjach.

Dodaj komentarz