Polemika z argumentacją symetrystyczną o UPA i Wołyniu na przykładzie wypowiedzi Marcina Strzyżewskiego
27 maja 2026 roku prezydent Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imię „Bohaterów UPA”. W Polsce zawrzało. Wkrótce potem Marcin Strzyżewski opublikował wideo, w którym próbował te emocje uspokoić. Jego teza: kult UPA na Ukrainie nie jest wymierzony w Polskę, tylko wynika z wybiórczej pamięci, którą ma każdy naród. My czcimy swoich, oni czczą swoich.
Biorę ten materiał na warsztat nie dlatego, że jest wyjątkowy. Po dekrecie przez polskie i ukraińskie media społecznościowe przeszła fala wpisów z tą samą argumentacją: tłumaczonych, powielanych, parafrazowanych. Strzyżewski zebrał ją w jednym miejscu, w 42 minutach, jako ktoś, kogo wielu widzów uważa za znawcę Wschodu. Dlatego to dobry przykład. Kiedy zaczynałem ten tekst, miałem jeszcze w pamięci jego wcześniejsze, dobre materiały i byłem gotowy założyć dobre intencje. Z czasem została mi w głowie już tylko ta wypowiedź i tej gotowości nie mam. Intencje zostawiam więc na boku. Moja ocena tego wystąpienia jest jednoznacznie negatywna: to szkodliwy materiał, który relatywizuje fakty niedające się relatywizować. Sama analiza będzie jednak chłodna. To, co pokazuje, broni się bez przymiotników.
Gdzie ma rację
Zacznę od tego, z czym się zgadzam, bo uczciwa polemika od tego się zaczyna.
Ukraina nie jest Polsce wroga. Dane to potwierdzają. Według Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii odsetek Ukraińców oceniających OUN-UPA negatywnie spadł z 42 procent w 2013 roku do 8 procent w 2022, a pozytywne oceny wzrosły z 22 do 43 procent. W 2025 roku 90 procent badanych deklarowało chęć konstruktywnej współpracy z Polską. Ten wzrost sympatii do UPA nie ma wektora antypolskiego. Napędza go Rosja. Ukrainiec, który na froncie sięga po symbol UPA, myśli o Moskwie, nie o Wołyniu.
Wiem, skąd bierze się jego perspektywa. Strzyżewski od dwudziestu lat zajmuje się Wschodem, jeździ na front, współpracuje z jednostkami wywodzącymi się z ruchu azowskiego. Kto długo przebywa w jednym środowisku, przejmuje jego optykę: bronimy się przed Moskwą, reszta to historia. Trudno wtedy przyjąć, że ludzie odważni i życzliwi odwołują się do formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo. Ale świadectwo, nawet najszczersze, daje wgląd, nie dowód.
Polska nie ma monopolu na niewinność. 10 marca 1944 roku oddziały AK i BCh zaatakowały Sahryń i okoliczne wsie. Zginęły setki ukraińskich cywilów, w tym kobiety i dzieci. II RP prowadziła wobec Ukraińców politykę, której nie da się obronić: pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku, likwidacja szkolnictwa, burzenie cerkwi na Chełmszczyźnie w 1938. Ukraińcy mają realne krzywdy i prawo o nich pamiętać. Mówię to na początku, bo dopiero wtedy reszta ma wagę.
Tyle zgody. Teraz o tym, gdzie Strzyżewski się myli. Nie w faktach. We wnioskach.
Pięć chwytów
1. Chrobry i Czarniecki, czyli anachronizm
Strzyżewski przypomina, że „mamy na banknotach człowieka, który (…) posiadł siłą kijowską księżniczkę” (9:05), a w hymnie Czarnieckiego, którego oddziały mordowały kobiety i dzieci (10:02–11:13). Czcimy ich mimo to, więc nie bądźmy hipokrytami wobec UPA.
Fakty są prawdziwe. Kategoria jest fałszywa. Prawo łupu we wczesnym średniowieczu i wojna domowa w XVII wieku to inne światy prawne niż rok 1943. UPA działała po konwencjach haskich i genewskich, w epoce, w której zbrodnia przeciwko ludności cywilnej była już zdefiniowana. I działała na podstawie nowoczesnej ideologii integralnego nacjonalizmu, która zakładała zaplanowaną zmianę struktury etnicznej terytorium. Zestawienie Chrobrego z Wołyniem nie pokazuje, że wszyscy mamy brudne ręce. Pokazuje, że autor wrzuca do jednego worka zjawiska z różnych epok, żeby rozmyć to, które jest najbliżej nas i najlepiej udokumentowane.
Ta epoka zresztą nie zna niewinnych stron, a Strzyżewski pokazuje tylko jedną. Czarnieckiego przywołuje jako przykład negatywny, ale milczy o ukraińskim bohaterze tej samej wojny. Pod Batohem w 1652 roku Kozacy Bohdana Chmielnickiego wykupili od Tatarów polskich jeńców, a potem ich wymordowali, kilka tysięcy ludzi. Kampania Czarnieckiego, którą cytuje autor, to zima 1653 roku, kilka miesięcy po Batohu. Sto lat później, w 1768 roku, hajdamacy Gonty i Żeleźniaka urządzili w Humaniu rzeź Polaków i Żydów, której ofiary liczy się w tysiącach. Chmielnicki patrzy dziś z ukraińskiego banknotu pięciohrywnowego, tak jak Chrobry z naszego dwudziestozłotowego, i nikt w Polsce nie żąda zmiany tego banknotu. Nie dlatego, że Batoh przestał boleć. Dlatego, że XVII wiek oceniamy miarą XVII wieku. Wywód Strzyżewskiego wymaga, żebyśmy tę samą miarę przyłożyli do roku 1943. Tu przebiega granica.
W języku logiki: tu quoque („ty też”) i fałszywa analogia. „My też mamy za uszami” nie odpowiada na zarzut, tylko przenosi uwagę na oskarżającego. Cudza wina nie zmniejsza czyjejś. Jest tu też podwójny ruch: najpierw prezentyzm, czyli Chrobry oceniony dzisiejszą miarą, a potem jego lustrzane odbicie, czyli rok 1943 oceniony miarą XI wieku.
Do tego przemilczenie (suppressed evidence): Czarniecki jest, Batohu nie ma. A własna zasada autora działa tylko w jedną stronę. Wołyń dostaje kontekst, bo „nie był niesprowokowany”. Czarniecki kontekstu nie dostaje, choć jego kampania przyszła kilka miesięcy po Batohu. Nie nazywam tego hipokryzją, bo zarzut wobec osoby niczego nie rozstrzyga i byłby tym samym tu quoque, tylko w drugą stronę. Nazywam to niekonsekwencją metody. Spirala, która kręci się tylko w jedną stronę, przestaje być narzędziem analizy.
2. AK równa się UPA, czyli fałszywa symetria
To rdzeń całej argumentacji. Kiedy nazywamy ulicę imieniem Armii Krajowej, „mamy na myśli tę Armię Krajową, która walczyła z II Rzeszą (…) a nie te oddziały AK, które w odwecie pacyfikowały ukraińskie wsie” (31:49–32:05). Ukraińcy, mówiąc o bohaterach UPA, mają robić dokładnie to samo. Wcześniej pada zdanie, które ustawia cały wywód: „Nikt nie jest tutaj lepszy ani gorszy” (7:54).
Nie twierdzę, że AK była czysta. Sahryń to zbrodnia, a Grzegorz Motyka zwraca uwagę, że polskie akcje odwetowe mogły mieć oparcie w rozkazach z góry. Linia podziału nie biegnie między winnymi a niewinnymi. Biegnie przez zamiar i skalę.
Konwencja ONZ z 1948 roku definiuje ludobójstwo przez zamiar zniszczenia grupy narodowej w całości lub w części. OUN-B i dowództwo UPA na Wołyniu realizowały plan usunięcia ludności polskiej z terytorium, łącznie z kobietami i dziećmi. Polskie akcje, nawet zbrodnicze, były odwetem albo prewencją, nie programem eksterminacji narodu.
Ten zamiar nie spadł z nieba. Już w 1929 roku „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego kazał nie wahać się przed największą zbrodnią, jeśli wymaga tego dobro sprawy. W 1938 roku Mychajło Kołodziński, wojskowy teoretyk OUN, pisał, że w czasie powstania polski element trzeba usunąć z ziem zachodnioukraińskich dosłownie do ostatniego człowieka. Ukraiński historyk Ołeksandr Zajcew zastrzega, że nie była to oficjalna doktryna organizacji. Pięć lat później na Wołyniu wydarzyło się jednak dokładnie to, co w niej opisano. Polscy narodowcy międzywojnia mieli swoje uprzedzenia i swoją politykę wynaradawiania, ale w ich programach nie było planu fizycznego wymordowania sąsiadów. To jest różnica, której żadna symetria nie zasypie.
Skala to potwierdza. Według Motyki w latach 1943–1947 zginęło 80–100 tysięcy Polaków i 10–20 tysięcy Ukraińców z rąk polskiego podziemia. Na samym Wołyniu proporcja jest jeszcze bardziej jaskrawa: 40–60 tysięcy wobec 2–3 tysięcy. Polscy historycy, z Motyką na czele, są tu zgodni: znaku równości postawić nie można. Symetria Strzyżewskiego upada na obu poziomach naraz.
W języku logiki: fałszywa równoważność i ekwiwokacja. Jedno słowo, „zbrodnia”, przykrywa dwa różne pojęcia: zbrodnię wojenną i ludobójstwo, które prawo odróżnia po zamiarze (dolus specialis), a nie po liczbie ofiar. Kto przyjmie fałszywą przesłankę „AK = UPA”, wyprowadzi z niej dowolny wniosek, od każdej ulicy po każdy pomnik. Logicy znają to jako ex falso quodlibet: z fałszu wynika wszystko. A argument, który dowodzi wszystkiego, nie dowodzi niczego.
3. Rynek zbytu, czyli argument z sakiewki
Ukraina jest dla nas „ogromnym rynkiem zbytu” (35:23), sprzedajemy tam więcej, niż kupujemy, Ukraińcy płacą u nas podatki i są tarczą przed Rosją. Więc przymknijmy oko.
Zastosujmy tę logikę gdzie indziej. Najbardziej opłacałoby się nam dziś znieść sankcje wobec Rosji. Tańsze surowce, ogromny rynek. Nie robimy tego, bo po Buczy Europa uznała, że zbrodnia na cywilach jest granicą, za którą kończy się rachunek zysków. Strzyżewski wymaga od nas dwóch sprzecznych moralności naraz: absolutnej wobec Rosji i kupieckiej wobec Ukrainy. To nie jest pragmatyzm. To niespójność.
Unia Europejska wielokrotnie stawiała wartości nad zyskiem. W 2021 roku Parlament Europejski zamroził umowę inwestycyjną z Chinami po represjach wobec Ujgurów. Od 2017 roku UE sankcjonuje juntę w Mjanmie za czystki na Rohingjach. Jeśli Ukraina chce do tej wspólnoty, przyjmuje te same reguły, także wobec własnej historii.
W języku logiki: argument z korzyści sam w sobie nie jest błędem, bo polityka liczy zyski. Błędem jest wyjątek na życzenie (special pleading): ta sama zasada obowiązuje wobec Rosji i przestaje obowiązywać wobec Ukrainy, bez podania powodu. Odpowiedź wyżej to reductio ad absurdum: przyjmuję przesłankę przeciwnika i pokazuję, że prowadzi do wniosku, którego on sam nie przyjmie. Ian Manners opisuje Unię jako normative power, siłę opartą na egzekwowaniu wartości. W tym modelu handel jest narzędziem nacisku, nie powodem do milczenia.
4. Spirala przemocy, czyli wina ofiary
Strzyżewski nie neguje zbrodni i zastrzega, że nie chce nikogo usprawiedliwiać (21:39). Ale Wołyń ustawia jako „końcowy etap tej spirali, ten najszerszy” (27:56): osadnictwo wojskowe, pacyfikacje, pokolenia krzywd. Mówi wprost, że okrucieństwo „nie było niesprowokowane, co nie znaczy, że nie było zbrodnią” (27:01). A kilka minut później dodaje, że ukraińscy nacjonaliści walczyli z państwem polskim, które traktowali „bardzo słusznie jako władze okupacyjne” (30:02).
Fakty o II RP są prawdziwe. Wniosek z nich nie wynika. Między represją administracyjną a wymordowaniem dziesiątek tysięcy sąsiadów jest przepaść, której żadna „spirala” nie zasypie. Pacyfikacja z 1930 roku, na którą autor się powołuje, nie była eksterminacją. Kto wyjaśnia ludobójstwo niesprawiedliwą polityką państwa, ten przerzuca część winy na ofiary. Zastrzeżenie „nie usprawiedliwiam” niczego nie zmienia, jeśli cała konstrukcja wywodu robi właśnie to. I rozmywa to, co w Wołyniu najważniejsze: że ktoś to zaplanował.
Strzyżewski dokłada do tego Piłsudskiego: pacyfikację przeprowadzono na jego rozkaz, a mimo to „wciąż jest naszym bohaterem narodowym” (23:26). Co do faktu zgoda i nie zamierzam go bronić. Odpowiedzialność zbiorowa wobec mieszkańców kilkuset wsi była niesprawiedliwa, piszę o tym na początku. Ale porównanie ma dwie dziury. Pierwsza to rząd wielkości: pacyfikacja to rewizje, bicie, niszczenie mienia i aresztowania, Wołyń to wymordowanie dziesiątek tysięcy ludzi. Druga jest ważniejsza. Pacyfikacja to plama na długiej biografii Piłsudskiego, nie powód jego kultu. Wołyń nie jest marginesem biografii UPA. Mierzony liczbą ofiar, to największa operacja tej formacji.
W języku logiki: non sequitur i wybiórczy dobór przesłanek. Z „była krzywda” nie wynika „jest wyjaśnienie ludobójstwa”. A sama spirala ma wycięty zwój: zaczyna się od polskich represji i pomija kampanię terroru i sabotażu OUN z lat 1922–1939, na którą pacyfikacja z 1930 roku była odpowiedzią (Lucyna Kulińska). To jej nie usprawiedliwia, ale bez tego zwoju spirala przestaje być spiralą i staje się aktem oskarżenia jednej strony. Jest w tym ironia: wywód o wybiórczej pamięci sam pamięta wybiórczo.
5. „Zełenski to tylko urzędnik”
Ukraińcy znają swoją historię „o wiele bardziej pobieżnie” (38:43), a Zełenski „jest urzędnikiem (…) On nie jest Ukrainą” (35:04) i zignorował polskie uczucia na korzyść swoich wyborców (41:23). Może tak jest. Tyle że nadanie imienia jednostce wojskowej to akt państwa, nie prywatny gest. Ustawa z 2015 roku o statusie bojowników o niepodległość, dekret z maja 2026 roku: to polityka pamięci państwa ukraińskiego. Niewiedza obywateli nie zdejmuje odpowiedzialności z instytucji. A instytucja, nadając takie imię, legitymizuje całe dziedzictwo formacji, nie tylko jej walkę z Sowietami.
W języku logiki: błąd kategorialny w sensie Gilberta Ryle’a. Gość z jego przykładu obejrzał wszystkie kolegia Oksfordu i pyta, gdzie jest uniwersytet. Tu oglądamy urzędnika i wyborców, a pytamy, gdzie jest państwo. Akt państwa zostaje potraktowany jak decyzja jednej osoby, a stan wiedzy obywateli jak miara odpowiedzialności instytucji. To pytania z dwóch różnych porządków.
Korozja pamięci
To dla mnie najważniejsza część, bo dotyczy mechanizmu, nie chwili.
Strzyżewski mówi, że imię UPA, pomniki Bandery i ulice UPA „nie jest wymierzone w Polskę” (33:06). Co do intencji większości Ukraińców: zgoda. Ale gloryfikacja formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo wymusza narrację, która tę zbrodnię pomniejsza. Bohater nie może mieć na rękach krwi stu tysięcy cywilów, więc trzeba coś z tą krwią zrobić. Od „uczcijmy bohaterów” do „może to nie było takie straszne” droga jest krótka.
Ten mechanizm widać już teraz, i to w samym wideo. Strzyżewski cytuje z aprobatą wpis ukraińskiego komentatora: „głęboko potępiamy tych członków UPA, którzy faktycznie wzięli udział w strasznych i tragicznych wydarzeniach na Wołyniu” (6:10). Brzmi uczciwie. Ale to zdanie robi z Wołynia sprawę kilku członków formacji, a samą formację ratuje. W tamtych tygodniach w polskich mediach społecznościowych krążyła cała fala podobnych wpisów, tłumaczonych, powielanych i parafrazowanych, w których Wołyń był „samowolą miejscowego kierownictwa”. To nieprawda. Motyka i IPN dokumentują, że akcja antypolska była skoordynowana w skali regionu. Spór naukowy dotyczy tego, jak wysoko w OUN-B zapadła decyzja, a nie tego, czy była zorganizowana. Teza o samowoli nie opisuje historii. Ratuje mit.
W języku logiki: „żaden prawdziwy Szkot” (no true Scotsman). Kiedy fakty uderzają w formację, zawęża się definicję tak, żeby winni do niej nie należeli: prawdziwy żołnierz UPA walczył z Sowietami, a Wołyń to sprawa „tych członków”. Formacja zostaje czysta z definicji, nie z faktów.
Jak taki mechanizm wygląda po kilku dekadach, pokazuje Chorwacja. Państwo ustaszy prowadziło obóz Jasenovac, w którym według imiennej listy Miejsca Pamięci zginęło ponad 83 tysiące ludzi, głównie Serbów, Romów i Żydów. W latach 90. Franjo Tuđman zaniżał skalę tych zbrodni i rehabilitował tradycję państwa ustaszy jako wyraz dążeń narodu, a ochotnicze oddziały w wojnie 1991 roku walczyły pod ustaszowskim pozdrowieniem. Rehabilitacja formacji z lat 40. stała się paliwem przemocy lat 90.
Nie zrównuję UPA z ustaszami. To były różne formacje. Porównuję mechanizm pamięci: gloryfikacja wymusza minimalizację, a minimalizacja przygotowuje grunt pod kolejne krzywdy. Nie twierdzę, że pamięć sama wywołała wojnę na Bałkanach. Twierdzę, że była jej paliwem. I że ten proces na Ukrainie już się zaczął.
Riposta zamiast argumentu
Pod wideo pojawił się komentarz z konkretnymi zarzutami: definicja ludobójstwa, proporcja ofiar, precedens grecko-macedoński. Strzyżewski odpowiedział, że mimo wykształcenia jego przekaz ominął komentującego, bo ten usłyszał tylko to, co chciał.
Nie odniósł się do żadnego z argumentów. Zamiast tego podważył zdolność rozumienia rozmówcy. Nie wyciągam z tego wniosku, że jego tezy są fałszywe, bo to byłby ten sam błąd w drugą stronę. Tezy obaliłem wyżej. Ale kiedy autor materiału o „dojrzałym podejściu do historii” na merytoryczny zarzut odpowiada uwagą o percepcji przeciwnika, to też jest informacja.
W języku logiki: argumentum ad hominem, czyli zamiast tezy podważa się rozmówcę. Zastrzeżenie z mojego akapitu też ma nazwę: kto z cudzego złego argumentu wnioskuje, że jego teza jest fałszywa, popełnia błąd błędu (argumentum ad logicam). Zły argument nie dowodzi fałszywości tezy. Dlatego tezy obalałem osobno, na faktach.
Albo UPA, albo UE
Strzyżewski deklaruje, że chce zgasić emocje. Tylko że relatywizm emocji nie gasi. Odkłada je do następnego kryzysu, w którym wracają ze zdwojoną siłą i dostarczają paliwa rosyjskiej propagandzie. To leczenie objawu fałszywą diagnozą, jak paracetamol podany na gangrenę: gorączka spada, a zakażenie idzie dalej.
Od czasu jego wideo minęły miesiące i dobrze widać, dokąd prowadzą same emocje. 19 czerwca prezydent Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego. Zełenski order odesłał. Gest za gest, symbol za symbol. Satysfakcja trwa tydzień, a problem zostaje dokładnie tam, gdzie był.
Rozwiązanie nie leży w gestach ani w przemilczeniu. Leży w traktacie. Akcesja do Unii wymaga jednomyślności, a Polska ma prawo postawić warunek. Precedens istnieje. Grecja przez 27 lat blokowała drogę Macedonii do NATO i UE z powodu sporu o nazwę i symbole, w tym o dziedzictwo Aleksandra Wielkiego. Porozumienie z Prespy w 2018 roku wymusiło zmianę nazwy państwa, rewizję konstytucji i podręczników.
W tamtym sporze nikt nie zginął. Jeśli demokratyczna Grecja mogła przez prawie trzy dekady blokować akcesję z powodu postaci z IV wieku przed naszą erą, to Polska ma tym bardziej prawo wymagać usunięcia z przestrzeni państwowej gloryfikacji formacji, która wymordowała sto tysięcy obywateli RP.
Znam kontrargument: Macedonia nie toczyła wojny o przetrwanie. Dlatego mówię o warunku akcesyjnym, procesie odległym o lata, a nie o wstrzymaniu pomocy dziś. Wsparcie militarne Ukrainy i twardy warunek przy stole akcesyjnym to dwie różne sprawy. Ekshumacje w Puźnikach w 2025 roku pokazały, że da się prowadzić obie naraz.
Werdykt
Strzyżewski dobrze diagnozuje stan dzisiejszy: Ukraińcy nie są nam wrodzy. Ale z tej prawdziwej przesłanki wyprowadza fałszywy wniosek, że obrona pamięci jest zbędnym natręctwem, które szkodzi sojuszowi. Jest odwrotnie. Sojusz zbudowany na przemilczeniu będzie się sypał przy każdej rocznicy, każdym dekrecie i każdym pomniku.
Dlatego oceniam to wystąpienie jednoznacznie: jest szkodliwe. Nie przez ton, tylko przez to, czego uczy widzów: że ludobójstwo da się rozpuścić w kontekście. A sojusz zbudowany na takim fałszu jest kruchy.
Jak zrekonstruowałem wypowiedź Strzyżewskiego
Materiał źródłowy: „Pamięć o UPA a sprawa Polska. Ukraina nie jest Polsce wroga”, wideo Marcina Strzyżewskiego na YouTube (42:41), opublikowane po dekrecie z 27 maja 2026. Celowo nie podaję linku: nie chcę dokładać wyświetleń materiałowi, który uważam za szkodliwy. Tytuł wystarczy, żeby go znaleźć i sprawdzić każdy cytat. Cytaty w tekście pochodzą z transkrypcji YouTube. Struktura wypowiedzi:
- 0:00–2:08: punkt wyjścia (dekret), przedstawienie autora (UJ, 20 lat tematów wschodnich, 35 wyjazdów do Ukrainy, współpraca z 3. Brygadą Szturmową), cel: uspokoić emocje.
- 2:08–5:34: polski lęk przed Ukrainą jest bezpodstawny, wszyscy, z którymi autor się styka, są nastawieni propolsko.
- 5:34–8:30: kult UPA jako „wybiórcza pamięć”, wpis ukraińskiego komentatora, Napoleon, Kolumb, „nikt nie jest tutaj lepszy ani gorszy”.
- 8:30–11:13: Chrobry i Przedsława, Czarniecki.
- 11:13–21:39: traktat ryski, osadnictwo wojskowe, Polska jako okupant w oczach Ukraińców.
- 21:39–24:56: „spirala przemocy”, pacyfikacja Małopolski Wschodniej, każdy kraj ustala swoich bohaterów.
- 24:56–26:29: Sahryń i „rewolucja hrubieszowska”.
- 26:35–31:22: Wołyń jako zbrodnia „nie niesprowokowana” i „końcowy etap tej spirali”, nacjonaliści walczący z Polską jako z „władzami okupacyjnymi”, epizod współpracy z Hitlerem.
- 31:22–34:57: AK i UPA czczone za walkę o wolność, postulat wzajemnej akceptacji, zaproszenie do Lwowa z polską flagą.
- 35:04–42:34: Zełenski jako „urzędnik”, rynek zbytu, demografia, tarcza przed Rosją, „nie dajmy się pokłócić”.
Liczby i spory, o których warto wiedzieć
- Sahryń: szacunki ofiar sięgają od kilkuset (część ustaleń IPN) przez 606 w samym Sahryniu (Igor Hałagida) do ponad 1200 w kilkunastu wsiach tego dnia (Mariusz Sawa, 2024).
- Wołyń i Galicja: 80–100 tys. polskich ofiar to szacunek Motyki dla lat 1943–1947. Liczby pozostają przedmiotem sporu polsko-ukraińskiego.
- „Ludobójstwo” czy „czystka etniczna”: Sejm RP (uchwała z 22 lipca 2016) i IPN używają pierwszego terminu, Timothy Snyder drugiego. To spór definicyjny, nie spór o fakty.
- Spis 1931 mierzył język i wyznanie, nie narodowość, więc dane o strukturze etnicznej Wołynia są przybliżeniem.
- Jasenovac: liczby od ok. 83 tys. (imienna lista Miejsca Pamięci) do 700 tys. (dawne szacunki serbskie). Zawyżanie liczb jest tak samo instrumentalizacją jak ich zaniżanie i dlatego nie budujemy argumentu na skrajnych wartościach.
- UPA a SS: 14. Dywizja SS „Galizien” była związana z OUN-M, nie z UPA (OUN-B). Zrównania „UPA = SS” łatwo obalić i nie należy ich używać.
Bibliografia
- Motyka G., Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947, Kraków 2011.
- Motyka G., Ukraińska partyzantka 1942–1960, Warszawa 2006.
- Motyka G., Czy zbrodnia wołyńsko-galicyjska 1943–1945 była ludobójstwem? Spór o kwalifikację prawną „antypolskiej akcji” UPA, „Rocznik Polsko-Niemiecki” 2016 (tam cytat z Kołodzińskiego).
- Snyder T., The Causes of Ukrainian-Polish Ethnic Cleansing 1943, „Past & Present” 2003; tenże, Rekonstrukcja narodów, Sejny 2006.
- Sawa M., Pociski jak paciorki różańca, 2024.
- Kuprianowicz G., 1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu.
- Kulińska L., Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce 1922–1939.
- Zajcew O., Wojenna doktryna Mychajła Kołodzińsʼkoho, 2013.
- Konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa (1948).
- Uchwała Sejmu RP z 22 lipca 2016 r. w sprawie ludobójstwa na Wołyniu.
- KIIS, badania postaw wobec OUN-UPA (2013, 2022, 2025).
- Porozumienie z Prespy (2018).
- Jasenovac Memorial Site, imienna lista ofiar.
- Manners I., Normative Power Europe.